Zadłużenie Państwa Środka sięga 26 bilionów dolarów, czyli prawie dwa i pół razy tyle, ile wynosi PKB tego kraju i dwa razy więcej niż PKB całej Unii Europejskiej. Tyle – szacunkowo, bo pełne dane nie są publikowane - Chińczycy, władze i obywatele razem wzięci, byli winni wierzycielom na koniec 2015 roku. W rzeczywistości skala problemu może być jeszcze większa z uwagi na luki regulacyjne, produkty inwestycyjne pozostające poza bilansami tamtejszych banków czy tzw. shadow banking (szara strefa rynku bankowego pozostająca poza nadzorem).
Jak to się stało, że Chińczycy zadłużyli się po uszy? W trakcie kryzysu finansowego w 2008 roku Pekin polecił władzom poszczególnych prowincji (odpowiedniki polskich samorządów) realizację inwestycji w budowę nowych dróg, mostów i innych robót publicznych, aby podtrzymać wzrost gospodarczy i zatrudnienie. Spowodowało to ogromny wzrost zadłużenia publicznego.
Sceptycy uważają, że to tykająca bomba, która stanowi zagrożenie dla całej globalnej gospodarki ze względu na duży rozmiar tego rynku (drugie miejsce na świecie pod względem PKB) i jego rolę w globalnym handlowym i inwestycyjnym „krwioobiegu". Optymiści twierdzą, że to naturalny produkt uboczny dynamicznego rozwoju gospodarczego. Niezależnie od tego, co myślą jedni i drudzy, wygląda na to, że chińskie władze postanowiły zrobić z tym porządek. Chiński rząd kontroluje banki, kurs walutowy juana i przepływy kapitałowe, może więc manipulować systemem finansowym w taki sposób, aby ograniczyć ryzyko wybuchu bomby zadłużeniowej.
Wygląda na to, że wielkie sprzątanie już się rozpoczęło. Z analizy przeprowadzonej na 765 chińskich bankach przez UBS Group AG wynika, że trwa proces restrukturyzacji zadłużenia i dokapitalizowywania tych instytucji. Jednocześnie istnieją obawy, że przy dalszym dynamiczny wzroście nowego zadłużenia, podejmowane działania naprawcze mogą nie być wystarczająco duże i/lub szybkie, żeby rozwiązać problem.
Ekspertem od długu publicznego nie jestem, ale pomyślałem, że – posiłkując się dostępną wiedzą – zasygnalizuję temat. A to dlatego, że jeżeli Chińczycy nie poradzą sobie z tym problemem, będzie to miało wpływ na całą gospodarkę światową, w tym na handel międzynarodowy. Moim celem było też „włożenie kija w mrowisko", bo mam wrażenie, że będąc pod wrażeniem sukcesów gospodarczych, które ten kraj niewątpliwie odnosi, zapominamy czasami o tym, że stoją przed nim również poważne problemy.
Zainteresowanym tematem zadłużenia Chin polecam artykuły z serwisu Bloomberg, którymi posiłkowałem się, pisząc powyższy tekst:
http://www.bloomberg.com/quicktake/chinas-debt-bomb
http://www.bloomberg.com/news/articles/2016-08-11/ubs-china-s-already-started-bailing-out-its-banks





